W ogrodzie rósł
ciernisty krzew. Sąsiednie rośliny nie
przyjaźniły się z nim. Uważały, że jest zbyt surowy, mało w
nim wdzięku i powabu, a przede wszystkim nie pasuje do wiotkich
kwiatów i innych giętkich krzewów. Jedynie róże
darzyły ciernie pewnymi względami, a to dlatego, że czuły się
ich dalekimi krewniaczkami. Też miały przecież ostre kolce.
Wprawdzie tylko kolczaste łodygi ich do siebie upodobniały, bo to,
czym prawdziwie wyróżniały się róże od cierni, były
pąsowe pachnące kwiaty. Mówiono o nich, że są roślinami
królewskimi, podczas gdy ciernie uważano za trudny do
polubienia wybryk natury. Przynosił przecież więcej szkody niż
pożytku. A to zaplątało się w nie jakieś zwierzę, a to ich
kolcami pokaleczyły się dzieci, a to ich gałązki zagłuszyły
inne rośliny przysłaniając im słońce i wypijając soki z ziemi.
Jedynie łaskawsze były dla pewnego gatunku ptaszków, które
wiły sobie gniazda w ich kolczastych gałęziach. Jakże inaczej
odnoszono się do róż! O nich poeci pisali wiersze, zakochani
młodzieńcy obdarowywali nimi swoje wybranki, artyści lubili
umieszczać je na obrazach, a dekoratorzy zapełniać nimi
kryształowe wazony. Nie wspominając eleganckich pań, które
uwielbiały nacierać się różanym olejkiem o intensywnym
słodkim zapachu. Róże niekiedy pyszniły się przed swym
kuzynem sławą i urodą, bo trudno im było pozostawać nieczułymi
na wieczne komplementy i zachwyty. Starały się jednak nie czynić
tego za często, bowiem widziały, że ich daleki kuzyn wystarczająco
cierpi z powodu niechęci otoczenia. - Dobrze, że chociaż wy, moi
skrzydlaci przyjaciele jeszcze mnie nie opuściliście - szeptał
ciernisty krzew do swoich małych pierzastych lokatorów.
- Och, dzięki tobie
nasze pisklęta są bezpieczne - odpowiadały niezmiennie ptaszki -
żadne dzikie zwierzę, ani drapieżny ptak, ani niegrzeczny chłopiec
nie zaatakuje naszych gniazdek ukrytych pośród twoich
kolczastych gałązek. Jesteśmy sobie więc potrzebni. Zresztą, kto
wie, czy nie odegrasz jeszcze jakieś wielkiej roli w dziejach
świata? - pytały stworzonka tajemniczo.
I oto nadszedł
kiedyś niezwykły dzień. Z pobliskiego miasta dochodził dziwny
gwar i czuło się jakieś niespotykane napięcie. Zupełnie jakby
miało nastąpić coś przewidywanego, choć nie do końca jeszcze
znanego.... Nawet rośliny w ogrodzie doskonale to czuły - drżały
im płatki, listki i łodyżki, po których rosa spływała
zupełnie jak łzy, czy krople potu. Tuż przed południem dał się
słyszeć chrzęst żwiru. Czyjeś ciężkie kroki przemierzały
ogrodowe alejki płosząc owady i ptaki. Zrobiło się nieprzyjemnie
cicho. Dopiero po chwili dał się słyszeć zachrypnięty głos: -
Musi tu gdzieś rosnąć. Musi!
Czyjeś ręce
zaczęły gorączkowo rozgarniać gałęzie krzewów, odsuwać
kamienne ławeczki, buszować pośród wielobarwnych
pachnących kwiatów, a nawet wygniatać trawę. Nie czyniły
tego z delikatnością ogrodnika, czy kogoś, kto kocha rośliny.
Raczej zachowywały się jak zbójcy. „Czego ci nieproszeni
goście tu szukają? - zastanawiały się zioła i kwiaty. - Nie
wyglądają na miłośników przyrody i piękna...".
- Och, ty podstępna
ohydo! Zraniłeś mnie! - myśli i szepty
roślin przerwał nieprzyjemny wrzask. To właściciel ciężkich rąk
skaleczył się o ciernisty krzew. Wszyscy czekali w napięciu, co
będzie dalej. Spodziewali się, że rozjuszony człowiek zemści się
okrutnie na cierniach, tymczasem on niespodziewanie wybuchnął
śmiechem.
- A więc
znalazłem cię wreszcie! No, to teraz do roboty - założył
skórzane rękawice i zaczął łamać gałązki. Krzew bronił
się jeżąc kolce, ale ich ostrza nic nie mogły zrobić dobrze
osłoniętym dłoniom. Kiedy człowiek zgromadził odpowiednią
ilość pędów, usiadł na ławce i zaczął splatać z nich
dziwny wieniec, pogwizdują przez zaciśnięte zęby. Wszystkie
rośliny z ciekawością przyglądały się poczynaniom mężczyzny.
Najbardziej zdumione były róże - Jeszcze się nie
zdarzyło, żeby ktoś plótł wieniec z cierni. Co do nas, to
często byłyśmy do tego wykorzystywano, ale ty nasz kuzynie?
- Sam tego nie
rozumiem... Na co komu taka cierniowa ozdoba? Ani ona ładna ani
bezpieczna...
Rozmowy roślin
przerwał narastają gwar. Tuż za płotem ogrodu zaczęło przesuwać
się coraz więcej osób, a wśród nich kobiety i
dzieci, starcy i miejscowe wyrostki. Najwięcej jednak było
żołnierzy odzianych w krótkie tuniki i uzbrojonych w miecze,
włócznie i tarcze. Rozganiali oni tłum krzykiem i razami
rozdawanymi na lewo i prawo skórzanymi biczami. Mężczyzna,
który mocował się jeszcze z cierniowymi gałązkami poderwał
się na ten widok i pomachał ręką, w
której trzymał dziwny wieniec - Hej, już gotowy! Dawajcie
tego dziwaka. Zaraz będzie mógł nami władać! Hi, hi, hi!
- Ach, to tu cię
przyniosło Paliurusie. Widzę, że dobrze się spisałeś. Nie
ominie cię nagroda - odezwał się ktoś wyglądający na dowódcę
straży, która otaczała jakąś
umęczona postać. Krzewy wyciągnęły swoje gałęzie, żeby lepiej
widzieć, kwiaty wystawiły swoje główki poza ogrodzenie, a
ptaszki, które siedziały dotąd w ukryciu, z furkotem wzbiły
się ponad zmierzwione czupryny drzew. Mężczyzna zwany Paliurusem z
udaną powagą wyniósł z ogrodu upleciony przez siebie
kolczasty wieniec. A potem... Potem rozległy się dzikie wrzaski
żołdaków odstępujących, jeden po drugim od umęczonej
postaci, którą prowadzili między sobą na powrozach. Oczom
wszystkich ukazał się Więzień. Jego zbite ciało drżało z zimna
i bólu. - Och, przepraszam wasza wysokość. Nie okryłem
cię mój władco twoim paradnym płaszczem - zaryczał jeden
z żołnierzy i narzucił na ramiona Skazańca kawałek purpurowej
materii. Wokół rozległ się wybuch śmiechu. Ale na tym
okrutna zabawa się nie skończyła. Teraz do Postaci przystąpił
Paliurus i wcisnął na głowę Ofiary cierniowy wieniec - Oto
twoja korona królu!
Zaszumiały
rozpaczliwie drzewa, kwiaty stuliły płatki, ptaki zaczęły
zawodzić przesmutną pieśń. Skazaniec spojrzał zaś dobrym i
pełnym miłości wzrokiem na świat, na
płaczących ludzi i swoich oprawców. Spojrzał tak jak może
patrzeć tylko prawdziwy i jedyny Król.
Od tego zdarzenia
minęły trzy dni. Ptaki i owady przynosiły do ogrodu coraz to
nowsze i straszniejsze wieści. Ostatnią wiadomością było to, że
Dobry Król odszedł do krainy umarłych. Cały ogród
pogrążył się w żałobie. Najbardziej zaś cierpiał ciernisty
krzew, który winił się za to, że jego gałązki sprawiły
ból Dobremu Władcy.
- To nie twoja wina. Cóż
mogłeś zrobić? Człowiek jest silniejszy i sprytniejszy od ciebie.
Gdyby nie udało mu się ściąć twoich gałązek, mógłby
cię spalić. Znam takich opryszków - pocieszały kuzyna
róże.
Mimo tych słów,
ciernie były nie utulone w żalu. Nocą nie mogły długo zasnąć.
Patrzyły w dal, gdzie na krańcach ogrodu był skalny grób.
Nagle, tuż przed świtem, z owego miejsca zaczęło bić dziwne
światło. Jasne, ale nie jaskrawe, ciepłe, ale nie gorące.
Zbliżało się w stronę, gdzie rósł oniemiały tym widokiem
ciernisty krzew. Wokół zaległa cisza pełna cudownej
miękkości i radosnego wyczekiwania. I oto przed krzewem stanął
Król. Był przepasany śnieżnobiałą szatą, a na głowie
miał cierniową koronę. Tyle, że korona była szczerozłota, a
zastygłe na niej kropelki krwi rozwijały się w pąsowe kwiatki z
rubinowymi oczkami. Król uroczyście zdjął koronę i nałożył
ją na ostre gałązki krzewu, poczym zniknął tak szybko jak się
pojawił.
Gdy będziecie
kiedyś wędrować przez miejsca, w których rosną wielobarwne
rośliny, poszukajcie wśród nich ciernistego krzewu, który
jest prawdziwie kuzynem róż. Ma bowiem nie tylko kolce, ale
także królewskie kwiatki przypominające krople krwi
zamienione w rubinowe płatki. Tam też jak zwykle gnieżdżą się
malutkie ptaszki, które potrafią wyśpiewać pieśń o tym, w
jaki sposób cierniowy krzew został obdarowany tym niezwykłym
kwieciem.
Porozmawiajmy...
- O czym jest ta
opowieść?
- Czy cierpienie jest
złe, czy dobre?
- Czy możliwe jest dla
człowieka pokochanie swoich prześladowców?
- Jak sądzisz,
o co najlepiej prosić Pana Boga w Wielkim Poście i na czas
Wielkanocy?
- Jak myślisz, czy
każdy bez wyjątku ma do spełnienia jakieś zadanie? Nawet gdy
jest brzydki, albo biedny, chory, albo mało zdolny?
Dzieciom,
ich Rodzicom i Opiekunom życzymy coraz większej ufności i wiary, w
to, że Pan Jezus Zmartwychwstały kocha każdego w sposób
wyjątkowy,
może zabrać wszystkie nasze smutki, rozwiązać najtrudniejsze
problemy, a przede wszystkim dać każdemu radosne i otwarte serce.
EP
|
|